Frederik Willem de Klerk

Frederik Willem de Klerk, ostatni biały prezydent i szef rządu Republiki Południowej Afryki w latach 1989-1994, doprowadził do likwidacji systemu apartheidu i ustanowienia ustroju demokratycznego w drodze wolnych wyborów. W 1990 r. warunkowo zwolnił z więzienia Nelsona Mandelę, odsiadującego karę dożywocia.

Wyróżniony nagrodą pokojową im. Feliksa Houphouet-Boigny (1991), nagrodą księcia Asturii (1992), w 1993 r. otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla wspólnie z Mandelą. Rok później został laureatem nagrody amerykańskiej Ligi Przeciw Zniesławieniu (ADL), za działalność przyczyniającą się do poprawy stosunków między ludźmi i rozwoju praw człowieka.

Urodził się w 1936 r. jako syn senatora, w rodzinie potomków francuskich hugenotów, przybyłych na Przylądek Dobrej Nadziei pod koniec XVII w. Z wykształcenia prawnik, wszedł w 1972 r. do parlamentu jako deputowany Partii Narodowej (PN). Od 1978 r. stał na czele kilku resortów m.in. poczty i telekomunikacji, spraw wewnętrznych i edukacji, kiedy to był zwolennikiem segregacji rasowej na uniwersytetach.

W 1989 r. stanął na czele PN i w przemówieniu wezwał do utworzenia nierasistowskiej RPA i do negocjacji o przyszłości kraju. W sierpniu został prezydentem i zalegalizował Afrykański Kongres Narodowy (ANC), wyzwoleńczą organizację czarnoskórej ludności. W ostatnich dniach prezydentury amnestionował część członków prawicowych ugrupowań białych, innym anulował karę śmierci.

Po wyborach został w 1994 r. wiceprezydentem. Zabiegał o napływ kapitału, zapewniając finansistów, że rząd RPA nie ustąpi wobec populistycznych żądań i będzie prowadził zdrową politykę gospodarczą. Po 45 latach izolacji międzynarodowej, RPA – najbardziej rozwinięty kraj kontynentu – uważano za potencjalną “lokomotywę gospodarczą” całej Afryki.

W 1995 r. do rozliczenia zbrodni systemu segregacji rasowej w RPA powstała Komisja Prawdy i Pojednania (TRC) pod przewodnictwem arcybiskupa Desmonda Tutu. Oskarżono też b. ministra obrony gen. Magnusa Malana i 10 oficerów o zabójstwo 13 murzyńskich działaczy w prowincji KwaZulu-Natal z 1987 r. i sformowanie paramilitarnych sił, mających wspierać zuluską nacjonalistyczną Inkhatę przeciwko ANC. W ich konflikcie zginęło od 1985 r. 15 tys. ludzi. De Klerk, domagając się uniewinnienia oskarżonych, mówił, że PN i on sam osobiście nadzorował siły bezpieczeństwa, które “walczyły z powstaniem, z ludźmi podkładającymi bomby w miejscach publicznych, nakładającymi innym naszyjniki” (opony wypełnione paliwem, podpalane po nałożeniu wrogowi na szyję). Po 7 miesiącach procesu oskarżonych uniewinniono.

W 1996 r., po uchwaleniu nowej konstytucji kraju, zrezygnował ze stanowiska wiceprezydenta i wycofał PN z koalicji rządowej. Krytykował nieustępliwość ANC podczas prac nad redagowaniem projektu ustawy zasadniczej. Twierdził, że “Afryka zapłaci za nową konstytucję bardzo wysoką cenę”. Uznał, że “mamy do czynienia z nowym modelem dominacji większości”.

W 1997 r. zrezygnował z funkcji przewodniczącego PN i wycofał się z życia politycznego. W 1998 r. w sześć dni po rozwodzie z żoną, Mariką de Klerk, po 39 latach małżeństwa, ożenił się z Elitą Giorgiades, byłą żoną greckiego armatora.

W 1998 r. TRC, która oparła się na zeznaniach ok. 20 tys. osób skrzywdzonych przez apartheid, uznała ten system za zbrodnię przeciwko ludzkości. O łamanie praw człowieka w raporcie przekazanym Mandeli oskarżono dawnych członków rządu białej mniejszości i walczący o równouprawnienie ANC. Na dzień przed opublikowaniem raportu usunięto z niego fragmenty oskarżające de Klerka, m.in. o zatuszowanie sprawy serii ataków bombowych na siedziby organizacji związkowej RPA – COSATU i Rady Kościołów Afrykańskich pod koniec lat 80.

W 1999 r. de Klerk założył fundację swego imienia, której misją jest „obrona konstytucji i promowanie pokoju w społecznościach złożonych z wielu wspólnot”.

Latem 2001 r. zamordowana została jego była żona, 64-letnia Marike de Klerk, przez strażnika osiedla, w którym mieszkała. Przez RPA przetaczała się wtedy fala przestępczości. W 2000 r. zamordowano ok. 21 tys. osób. Według ONZ kraj w latach 1998-2000 znalazł się na drugim miejscu na świecie pod względem liczby napadów i morderstw per capita. Biali zaczęli opuszczać centra miast i zamykać się w grodzonych osiedlach. Ataki na farmy Afrykanerów nie ustawały; w ciągu trzech lat podczas ok. 3500 napadów zginęło ponad 540 farmerów, członków ich rodzin i pracowników.

W kwietniu br. de Klerk wystąpił przed kamerami telewizji CNN i powiedział: „Przepraszałem za krzywdy apartheidu, lecz nie za samą ideę równoprawnej odrębności”. Zaznaczył, że „sam pomysł, by różne narody żyły we własnych, odrębnych państwach nie był wcale zły” i kolejny raz oświadczył, że w RPA funkcjonuje “nowy model dominacji większości”. Wcześniej krytykował południowoafrykańską demokrację jako chorą, wskazując, że według niego liderzy zbyt potężnego ANC zatracili poczucie moralności.

Ustrój rasowej segregacji wprowadziła w 1948 r. rządząca PN. Na obszarze równym kilkunastu proc. kraju wydzielono bantustany, w których zamieszkać miały trzy czwarte ludności. Większa część kraju, z kopalniami złota i diamentów i wielkimi miastami, miała być państwem najwyżej jednej piątej – białych. Do tego państwa czarni z bantustanów mieli wstęp jako siła robocza z odpowiednim paszportem, obowiązującym ich już od 1923 r.

Nazywany południowoafrykańskim Gorbaczowem”, w czasach przygotowywania kompromisu, de Klerk widział, że system przeżywa kryzys. 17 mln aresztowań czarnych za przekroczenie zakazu osiedlania się w miastach nie zahamowało napływu czarnych. Jak wyjaśniał w 1994 r.: “znajdowaliśmy się na prostej drodze do totalnego starcia, które obróciłoby wniwecz wszystko”.

Obecnie uważa, że przyczyną upadku apartheidu była w pierwszym rzędzie zachłanność białych: przeznaczyli dla siebie za wielką część kraju, a korzystali z pracy czarnych, odmawiając im równych praw. „Chcieliśmy równoprawnej odrębności, a udała się tylko odrębność” – przyznał w wywiadzie, po którym w RPA rozległy się głosy, by de Klerk, który nie cieszył się sympatią czarnych i którego nie darzył szacunkiem Mandela, zwrócił Pokojową Nagrodę Nobla. „Porzucił apartheid nie dlatego, że był to ustrój niesprawiedliwy i zbrodniczy, ale jedynie dlatego, że okazał się zbyt kosztowny i nie dało się go utrzymać” – napisano w jednym z komentarzy.

Także Afrykanerzy mają go za zdrajcę: “skoro tak wierzył w apartheid, to wielka szkoda, że negocjując z Mandelą podział władzy, nie zadbał o utworzenie odrębnego państwa dla Afrykanerów”. Zamiast Volkstaatu – narodowego państwa potomków osadników holenderskich, niemieckich i francuskich, którzy przybywali na kraniec Afryki w latach 1652-1795 i wytworzyli nowy język i zachowali swoją odrębność w czasach napływu Brytyjczyków, Afrykanerzy mają dziś strzeżone osiedla. Jak w Kleinfontein na przedmieściach Pretorii. „Aby przetrwać, ta mała enklawa wyłącza sama siebie z demokracji” – zaalarmowała w końcu maja CNN.

W tym samym miesiącu fundacja de Klerka przyjęła przeprosiny dj-a Kemo Watersa, określającego siebie jako “działacza duchowego”, który na Twitterze półtora roku wcześniej napisał, że “jedyny sposób, by skończyć z rasizmem, to zabić realnie istotną liczbę białych”.

Monika Klimowska (PAP)

Aktualności

Slideshow